43.
2012-05-06
Zabiegana coś jestem ostatnio.Momentami sama za sobą już nie nadążam...Majówkę spędziłam w pracy, z wyjątkami 1go i 3goi doszłam do wniosku, że nie lubię takiego wolnego w tygodniu.Każdego wolnego dnia byłam przekonana, że jest niedziela,a i tak dni upływały mi pracy przez telefon, bo moi zagraniczni partnerzy pracowali i ciągle się coś działo. Cóż, taka praca... W piątek na zebraniu szef ogłosił mój awans.Jakoś fajerwerków nie było, pewnie pojawią się za to plotki,że dlaczego właśnie ja, jak do tego doszłam itp.itd.Narzeczony powtarza mi, że za mocno się przejmuję wszystkimi mam skłonności do pisania czarnych scenariuszy.Ma rację, wiem o tym i dlatego tak mi się ciężko żyje momentami.Wiecznie zakładam najgorsze, a na dodatek tak się zamartwiam,że nie mogę spać w nocy albo non stop się stresuję...Obiecuję sobie od dawna, że będę z tym walczyć,a i tak guzik z tego wychodzi... Pocieszam się, że jeszcze tylko 5 dni w pracyi wyjeżdżam do Gdańska na jakiś tydzień czasu.Narzeczony zawita statkiem na stocznię, nie odmówię sobie zatem spotkania z Nim.Minęły już dwa miesiące odkąd wyjechał,póki co rozłąkę znoszę na prawdę dzielnie,ale to pewnie dlatego, że jestem pracoholikiem...Pierwszy raz coś takiego nam się przytrafia,że statek przypływa do Polski i to na kila dni, ale cieszę się, że spędzimy troszkę czasu razem :D
42.
2012-04-19
Joga...Ćwiczę dalej, wytrwale, jednak po 2 tygodniach codziennego treningu(z wyjątkiem weekendów, bo chyba bym padła)dochodzę do wniosku, że mój entuzjazm spada.Bolą mnie mięśnie, jakaś zmęczona się czuję.Rozciąganie sprawia mi dużo radości,bo przynajmniej moje problemy z zasypianiem się skończyły,jednak powalających efektów póki co nie widzę.Wiem, że trzeci tydzień ćwiczeń to początki,ale nigdzie nie mogę wyczytać ani jak często powinnam ćwiczyćani kiedy spodziewać się pierwszych efektów...Żałuję bardzo, że nie mam możliwości zapisać sięna jakieś porządne zajęcia pod okiem instruktorai muszę sobie radzić sama, ale cóż... No i najważniejsza wiadomość tego tygodnia,która zaskoczyła mnie zupełnie - dostałam awans!!!Tysiąc zł podwyżki to miód na moje serducho- jako pracoholiczka czuję się doceniona NARESZCIE,jednak oznacza to również więcej obowiązków.Aneks do umowy już leży u mnie w domku,więc nie ma odwrotu - podpisałam dobrowolnie.Teoretycznie wygląda to tak, że będę robić nadal to, co zlecał mi szef prosząc o wsparciez tą różnicą, że będą mi za to płacić.Jak będzie w praktyce? Zobaczymy w momencie kiedy dostanę nowy zakres obowiązków.Podchodzę do tego dość sceptycznie,aż Narzeczony pytał dlaczego się nie cieszę.Może mnie już mało co cieszy???A może jestem przepracowana???Pocieszam się, że na pewno nowa wypłata ucieszy :-)
41.
2012-04-15
W piątek przy piwku doszło do spięcia między mną, a teściami.Poszło o totalną pierdołę, jednak emocje wzięły górę.Oczyszczenie atmosfery jest czasem potrzebne,ale ja w sumie nie o tym chciałam...W sobotę rano wstałam, zeszłam na dół się przywitać,a teściowa na powitanie zapytała czy już OK.Jakież było moje zdziwienie, bo skinęłam głową na tak,ale łzy same mi naciekły do oczu.Teściowa mnie przytuliła, wytarła oczy, ucałowała mnie w czółko i powiedziała, że nie mogę tak wszystkiego brać do siebie...Totalny szok jednym słowem.Od kiedy ona taka ciepła i miła jest dla mnie???I czy ja już na prawdę mam coś z głową,bo doszukuję się podstępu w jej zachowaniu???Może stąd te moje poranne łzy - wciąż mam wrażenie,że nie jestem dość dobra, dość mądra itp dla jej Jedynaka.Już tyle zniosłam dla tego związku, że sama siebie czasem podziwiam, ale teściowa nie trafiła przecież na słabego przeciwnika.Może wszystko minie jak już będę mieć obrączkę na palcu?A może faktycznie jestem przewrażliwiona? Co za życie...
40.
2012-04-10
I po świętach...W piątek wolna chata, więc relax na całego. W sobotę pojechałam do rodziców i wróciłam w niedzielę. W poniedziałek dla spalenia nadmiaru świątecznych kalorii wzięłam się za mycie autek - swojego i Narzeczonego, a popołudniu teściowie wrócili od rodzinki.Posiedzieliśmy, pogadaliśmy o głupotach i tyle z tego świętowania naszego było.Dochodzę do wniosku, że jesteśmy tak zapracowani,że taka Wielkanoc jest po prostu sposobem na odpoczynek.Człowiek nawet nie siedzi za długo, żeby nocy nie zarwać. Szczęśliwie przynajmniej się wyspałam, ale za to jak mi się dziś nie chciało wstawać do pracy... Jakaś grypa mnie łapie chyba, pewnie od tego mycia aut. Zatoki mnie dziś tak bolą, że ciężko mi się myśli.Kaszel też się pojawił i jakoś mi zimno.Chyba czas przeprosić się z rutinoskorbinem,wziąć gorącą kąpiel i położyć się do łóżka samotnie echhh... Muszę się za to pochwalić, że nadal dzielnie ćwiczę.5 dni w tygodniu pod wieczór poświęcam godzinę na jogę. Na razie jakoś wielkiej poprawy sylwetki nie widzę,jednak moje problemy z zasypianiem się skończyły.Dobre chociaż tyle na początek...Oby tylko jakieś efekty się pokazały niebawem,bo nie należę do najbardziej cierpliwych i szybko się zniechęcam...
39.
2012-04-05
Dzień urodzin dobiega do końca...Szczerze mówiąc to nie był on tak smutny jak zakładałam.W pracy dostałam czekoladki i masę życzeń, nawet od ludzików z innych oddziałów i miast, choć do tej pory pojęcia nie mam skąd wiedzieli...Do tego masa życzeń od przyjaciół i znajomych,w tym od części z którymi nie mam już stałego kontaktu.Narzeczony oczywiście dzwonił z morza i zaśpiewał ,,100 lat",moja kochana Mama również mnie nie zawiodła. W domu z kolei czekali na mnie teściowie z pysznym tortem z owocami i świeczką. Od teściowej dostałam śliczne kolczyki nawet, aż mi się łezka zakręciła w oczach...Życie jednak potrafi mnie jeszcze mile zaskoczyć.I pomyśleć, że sądziłam, że już nikt o mnie nie pamiętai nikt mnie nie lubi...
38.
2012-04-04
Jutro kończę 29 lat.Drugi rok z rzędu nie ma przy mnie Narzeczonego.Dwa lata z rzędu On miał i tort i życzenia i wszystko,a ja znów chciała bym zapomnieć, że jutro mamy 5/04 :(Nawet nie macie pojęcia jak mi smutno.Nie wyprawiam żadnego przyjęcia (w weekend święta przecież)jednak chciała bym, aby ktoś w domu złożył mi życzenia chociaż.Nie łudzę się, że teściowa kupi mi torcik jak kupuje synusiowii nawet nie mogę tego wymagać, ale było by mi miło jednak,choć ciężko mi się do tego przyznać. Cóż, życie nie zawsze jest różowe... Dopada mnie jakaś depresja chyba, albo zmęczenie,bo wkurza mnie, że wiecznie wszystko zostaje na mojej głowie.Narzeczony pływa beztrosko po morzach i oceanach,a ja muszę radzić sobie w pracy, z samochodem,z teściami, z psem, ze wszystkimi nawet nie mam z kim o tym pogadać wieczorem.Na dodatek nieuchronnie zbliżam się do 30tki,a o ślubie mogę póki co tylko pomarzyć.A kiedyś mówiłam sobie, że wyjdę za mąż przed 30tką ha ha. Facetów wokół mnie zawsze było pełno, ale oczywiście z moim fartem życiowym musiałam trafić na tego, którego co jakiś czas nie ma na dłużej (co doprowadza mnie do szału) i który na samą myśl o ślubie kuli ogon i ucieka.Nawet nie podejmuje z Nim tego tematu, bo to droga do nikąd,a latka lecą nieubłagalnie echhh...
37.
2012-04-02
No i mamy kwiecień...Za oknem deszcz ze śniegiem, wiosny nie widać,a mi zaczyna brakować energii do życia...Zabiegana jestem okrutnie, w pracy dużo się dzieje,ale nie skarżę się, bo dzięki temu czas szybciej leci.W dniu moich urodzin, za 4 dni, minie miesiącodkąd Narzeczony wyjechał na kontrakt.Na razie jestem jeszcze na etapie odpoczynku,choć tak na prawdę jestem tak zabiegana,że sama nie wiem kiedy ten czas minął.Oby tak dalej, a 4 miesiące zlecą ekspresowo :) Od dwóch dni ćwiczę jogę.To mój nowy pomysł na zrelaksowanie się po pracy.Póki co głównym efektem są bolące mięśnie,ale wierzę, że będę konsekwentna w ćwiczeniu,a dzięki temu w lato będę mogła śmiało pójść na plażęi nie martwić się o to, że ktoś wyśmieje moją figurę :)
36.
2012-03-19
Minęły 2 tygodnie odkąd Narzeczony wypłynął.Na razie radzę sobie bardzo dobrze i odpoczywamod Niego, od codzienności, rutyny itp.Generalnie zawsze lubiłam być sama, teraz zatem upajam się swoim sam na sam z własnymi myślami. Pewnie długo już to nie potrwa, bo zatęsknię... Cudowny weekend z moimi rodzicami minął mi ekspresowo,musiałam wczoraj wrócić do rzeczywistości i swojego miasta.Było tak cudnie - 18 stopni, działka, grill i ukochana mama...Nawet zapomniałam o swoich zmartwieniachnp tym, że moje ukochane autko nie może jeździć.Mam przebitą oponę w przednim kole, a na domiar złegokoło się zapiekło i nie można go zdjąć.Na szczęście jutro teść wraca z morza - może coś wymyśli...
A dziś obudziłam się zła na cały świat i mimo,iż mamy wieczór wnerw mi nie przeszedł.Rozmawiałam z Narzeczonym na gadu dzisiaj trochę,wyczuł od razu, że mam zły dzień, ale chyba przywykł już do tego,że jak mam zły humor czepiam się wszystkiego ze zdwojoną siłą.Posłał mi całusy, kazał się uśmiechnąć i obiecał, że jutro na pewno będzie nowy i lepszy dzień :-) Od dwóch dni słucham w aucie Guns n Roses i Queen,choć generalnie wolę muzykę bardziej rozrywkową,jednak najwyraźniej potrzebuję jakiejś odmiany i dlatego właśnie wróciłam do czasów dzieciństwa i ulubionych kawałków z młodych lat...
35.
2012-03-07
Minął czwarty dzień rozłąki.Póki co upajam się chwilami dla samej siebie.Przychodzę do domu i zajmuję się wyłącznie swoimi sprawami,kładę się spać kiedy chcę, robię to na co mam chęć.Troszkę egoistyczne, ale lubię być niezależna... Wiem z własnego doświadczenia, że tak będzie wyglądałpierwszy miesiąc, może maksymalnie dwa.Potem zacznie się tęsknota... Narzeczony póki co pływa po Skandynawii.Ma zasięg, codziennie pisze, ja dzwonię wieczorem na chwilę.To plus tego, że nie pływają po jakiś dzikich krajach.Jestem o Niego spokojna, nie boję się o ataki piratów itp... Jutro Dzień Kobiet.Życzę nam wszystkim wszystkiego co najlepsze z tej okazji.Spełnienia marzeń i dużo zdrówka,bliskich i kochających przy boku oraz zrozumienia ze strony facetów. Abyśmy codziennie miały powód do uśmiechu :* Moim powodem do uśmiechu dzisiaj są moje nowe buciki.Kupione jak zawsze pod wpływem chwili,jednak są tak rewelacyjne, że nikomu ich nie oddam.Lekkie, wygodne, zgrabnie wyglądają i do tego nie czuć wysokości. Pierwszy raz od czasów szkolnych mam jakieś koturny,ale pocieszam się, że to buty pasujące i do jeansów i do legginsów.Jak mało kobiecie potrzeba do szczęścia :D

A z okazji naszego małego święta dedykuję Wam moją ukochaną piosenkę: http://malgorzata6363.wrzuta.pl/audio/13gLKQ6Clx7/abra_-_ostatnie_tango_w_paryzu
Buziaczki :*)
34.
2012-03-04
Dopiero dziś mam chwilkę czasu, aby coś napisać...Cały tydzień tak mi uciekł, że nawet się nie zorientowałamkiedy przyszedł marzec i zaczęło się pokazywać słoneczko. Narzeczonemu przesunęli wyjazd i wyjeżdża jutro o 6 rano.Wielkie pakowanie, Jego stres udzielający się również mi,marudząca -jak zwykle- teściowa itp. itd.Dochodzi do tego, że po całym dniu szaleństwamam wrażenie, że jak On w końcu wyjedzie odetchnę... Przed nami 4 długie miesiące spędzone osobno.Całe szczęście, że Narzeczony będzie pływać po Europie,bo to oznacza, że będzie miał zasięg co 2-3 dnii będziemy mniej więcej w stałym kontakcie.... Ale i tak mi smutno... :(
|
|
|